Mercedes GLE

350 d 4MATIC / 3.0 V6 diesel / 249 KM / 620 Nm / 9G-TRONIC / 2175 kg

Moje testowanie samochodów to popadanie ze skrajności w skrajność. Po miejskiej pchełce Hyundai i10 przyszło mi testować coś wprost przeciwnego. Jest wielki, jest ciężki, jest mocny, jest nowoczesny, jest wygodny, jest drogi, jest… nudny. Poznajcie Mercedesa GLE SUV w wersji 350d 4MATIC.

TEST

MARCIN BRZOZOWSKI

27 KWI 13:30

proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

O teście dowiedziałem się trochę nagle, w dodatku samochód miałem dostać jedynie na weekend. Zatarłem ręce dowiedziawszy się, że to Diesel – nareszcie wycieczka. I to dowolna. Z bakiem 93 l i katalogowym spalaniem na poziomie 6,5 litra na setkę wyszło 1400 km zasięgu. Mógłbym w sobotę pojechać do Zakopanego i z powrotem a w niedzielę do Gdyni i z powrotem. Stanęło na… fokarium na Helu. Ot, zwykły sobotni dzień, wsiadasz z rodziną w samochód rano, jedziesz na sam koniec Polski popatrzeć jak turlają się foki, a potem wracasz do domu na wieczór. 1056 km z głowy. Tak też zrobiliśmy.

Pierwsze wrażenie

Na auto musiałem poczekać dobrą godzinę – dokonywano na nim porannych ablucji po poprzednim testującym. Byłem nieco zdenerwowany – fura za 400 tysięcy, ruski rok nie powoziłem automatem, ale jestem kierowcą, kocham jeździć, poradzę sobie ze wszystkim, co ma koła. Pierwsze wrażenie po wejściu do środka – klasa. Skóra, błyszczący kokpit i cisza, totalna cisza. Włączenie silnika jest odczuwalne jako lekkie drżenie samochodu i tyle. Tradycyjnie, pierwsze pół godziny denerwowałem się faktem prowadzenia nowego samochodu, potem się przyzwyczaiłem. Drugie wrażenie – izolacja. Jesteś w swoim świecie, otoczenie jest daleko od Ciebie. Ma to, jak się później okazało, dobre i złe strony.

Zostawiłem samochód pod domem i zająłem się innymi sprawami. Wieczorem pokazałem go żonie – przekonaliśmy się, że GLE po wyłączeniu alarmu i zamka wyświetla na podłożu przy drzwiach znaczek mercedesa i to nie samą gwiazdę, ale całe dobrodziejstwo inwentarza. A więc trzecie wrażenie – rustykalna ostentacja. Wolałbym równomierne, jasne oświetlenie podłoża przy drzwiach. Jak już jesteśmy w okolicy dołu drzwi – warto zamówić auto ze schodkiem przy progu. Inaczej niżsi pasażerowie będą cierpieć. Siedzi się bardzo wysoko i zajmowanie miejsca jest dosyć uciążliwe przy 160 cm wzrostu.

Trasa

W sobotę rano wyruszyliśmy w trasę. Bagażnik sprawił miłą niespodziankę – można go zamknąć przyciskiem umieszczonym na dolnej krawędzi. Dobra rzecz dla osób mniejszych i słabszych, nie muszą ciągnąć wielkiej klapy. Wystarczy, że doskoczą do przycisku, który po otwarciu klapy znajduje się trochę wysoko.

Wyjechawszy z Warszawy na Poznań, przy użyciu Google Maps na komórce, ponieważ nie chciałem przez godzinę rozkminiać jak obsłużyć system multimedialny Mercedesa, ustawiłem tempomat na 20 kilometrów więcej niż przewiduje ustawa i oddałem się obserwacji drogi i okolic. Samochód sunie jak po szkle. I to nie tylko na autostradzie. Wszelkie wyboje są transferowane do kabiny jako sugestia nierówności. Doceńcie to – na co dzień jeżdżę hydropneumatykiem, który zwykle kładzie na łopatki dwukrotnie droższe auta pod względem komfortu jazdy.

Spalanie

W GLE przy 160 km/h jest cicho. Można rozmawiać szeptem, ostatecznie półgłosem, silnika nie słychać, opór powietrza lekko tylko daje się uszom we znaki. Bo potem spojrzałem na wskazówkę poziomu paliwa, a następnie, przerażony odszukałem wskaźnik spalania chwilowego. Niestety, kształt wyoblonej cegły oraz waga na poziomie 2,2 tony daje o sobie znać. Samochód na dziewiątym (sic!) biegu, przy 2000 obr./min. zżera 13 litrów na setkę. Czym prędzej zszedłem do prędkości dopuszczalnej – poprawiło to spalanie o całe dwa litry. Czujecie to? 1400 rpm, dziewiąty bieg, tempomat, autostrada, 140 km/h i samochód pali 11 litrów.

Ergonomia i wyposażenie

Do wyposażenia przejdę kontynuując płynnie temat trasy. Samochód ma bajecznie wygodne fotele. Absolutnie w żadnym aucie do tej pory nie trafiłem na takie. Po zrobieniu ponad tysiąca kilometrów nie bolało mnie absolutnie nic. Jedyne, co mogę im zarzucić to kiepskie trzymanie boczne. O ile barki są na miejscu nawet przy ciaśniejszych zakrętach, o tyle tyłek jeździ na boki. Ale to nie jest auto do ciasnych zakrętów. Za to wentylacja w fotelu kierowcy – marzyłem o tym. Dopiero teraz się dowiedziałem, ale marzyłem o tym od zawsze. Fantastyczna ulga dla ciała po którejś godzinie z kolei spędzonej za kierownicą. Tylna kanapa bez trudu pomieści trzy dorosłe osoby – będą podróżować wygodnie. Mamy więc genialne fotele, co dalej?

Intuicyjność obsługi

Komputery w samochodach niespecjalnie mnie kręcą. Powinny tam być, powinny mieć funkcje potrzebne do wygodnego sterowania samochodem i odczytywania przeróżnych parametrów i informacji. A nade wszystko powinny mieć dopracowany interfejs użytkownika. Mercedesowy system multimedialny jest przeładowany, nielogiczny, niewygodny, niekonsekwentny, a sterowanie nim to udręka. Skoro już dajecie wielki ekran, to czemu nie jest dotykowy? Zamiast tego do sterowania służy wielkie pokrętło otoczone przyciskami, nad którym jest wielki touchpad, będący kolejnymi przyciskami… nie do ogarnięcia. Ale za to mapa jest w 3D.

Narzekanie

Dodajmy do tego kolejne elementy typu „chcieliśmy dobrze, a wyszło jak wyszło”. Pierwszy z tej kategorii jest wspominany już przycisk zamykania bagażnika. Drugie – światełko do lusterka pasażera. Umieszczono je na suficie, gdzie świeci tak, że jak uchylimy klapkę zasłaniającą lusterko w blendzie – zasłaniamy światło. Takich smaczków jest więcej. Czy ktoś wytłumaczy mi, dlaczego w aucie za 400 kawałków, naszpikowanym elektroniką po kokardy, dedykowany przycisk, który uniemożliwia pasażerom tylnych siedzeń obsługę okien, nie blokuje też otwierania drzwi? Drodzy projektanci, przejedźcie się w trasę ze znudzonymi dziećmi! Pewien problem sprawił też podłokietnik, otwierany jak drzwi szafy, dwuskrzydłowo. Miałoby to sens, gdyby każdą połówkę klapki można było otworzyć osobno. W środku schowka, na przedniej ściance umieszczono dwa gniazda USB. Świetnie, że można włożyć tam pendrajw z muzyką, gorzej, że jeżeli włożymy coś poza tym do schowka, ryzykujemy ułamaniem pendrajwa. Skoro o schowkach mowa – schowek przedni, ten dla pasażera, jest żałośnie mały. Mieści się tam instrukcja do samochodu i niewiele więcej.

Pod podłogą bagażnika jest miejsce na koło zapasowe. I łopata do odśnieżania. Doskonale, polecam gorąco zamontowanie łopaty zamiast przebitej opony i powrót do domu. Tak, wiem, że jest tam też zestaw do uszczelniania, po prostu nie odpowiada mi taka filozofia. Przypominam o cenie tego samochodu. No ale łopata jest fabryczna, Mercedesa. To załatwia sprawę.

Jeśli już przy bagażniku jesteśmy – nadkola samochodu zajmują sporo miejsca i jak na bydlę mierzące tyle co kombi klasy D, przy tym wyższe, bagażnik nie powala rozmiarami. Jest za to porządnie zorganizowany. Na uwagę zasługuje też oświetlenie wewnętrzne, którego moc i kolor można regulować, i które podświetla dyskretnie całą kabinę. Szkoda tylko, że do wyboru są trzy kolory. Czy za 400 tysięcy nie można zrobić oświetlenia na programowalnych LED-ach i pozwolić użytkownikowi wybrać dowolny kolor? Mój laptop tak umie!

Permanentne światła drogowe

Ukłony należą się natomiast za oświetlenie. Światła drogowe działają w ciekawy sposób – kiedy auto oceni, że moglibyśmy kogoś oślepiać… wyłącza sekcję oświetlenia, która odpowiada za dany segment drogi. W rezultacie, można jechać na długich prawie cały czas. Kamera cofania jest, ale w aucie tej klasy nie powinna dziwić, zwłaszcza że przy tych gabarytach wydaje się być nieodzowna.

Prowadzenie, czyli frajda z jazdy (lub nie)

O ile w mieście auto radzi sobie zaskakująco dobrze, jak na takiego kolosa, o tyle, z przykrością stwierdzam, Mercedes GLE SUV 350d 4MATIC nie daje prawie żadnej radości z jazdy. Izolacja od otoczenia jest tak skuteczna, że samochód pomimo gigantycznego momentu obrotowego 660 Nm i mocy 258 KM, a co za tym idzie, przyspieszenia 7,2 do setki i prędkości maksymalnej 220 km/hm, zachowuje się jak krążownik na pełnym morzu. W dodatku wyciszenie silnika jest tak dobre, że przyjemności ze słuchania bulgoczącej V6-ki też nie uświadczycie. Na wyższych obrotach, kiedy ją w ogóle słychać, brzmi jak R4 z trzykrotnie tańszego i dwukrotnie słabszego auta.

W moim C5, który dysponuje „zaledwie” 400 Nm i ma do setki jakieś 9,1 sekundy, wciśnięcie gazu w podłogę i wykorzystanie jego możliwości powoduje szybsze bicie serca. Nawet włączenie trybu sportowego czy wymuszenie ręcznej zmiany biegów zmienia niewiele. Pracę zawieszenia, układu napędowego i kierowniczego można zmieniać dowolnie i zapisać sobie nawet własne ustawienie, choć tylko jedno. Każdy z tych aspektów działania samochodu można ustawić na eco, sport i comfort. Co ciekawe, tryb eco nie jest dostępny defaultowo nigdzie. Trzeba się do niego dokopać samemu, wtedy możemy zmusić auto do spalania nieco mniejszych ilości paliwa, a to płynnie doprowadza nas do kolejnego rozdziału.

Ekonomia

Rozumiem masę, rozumiem opór powietrza, ale nie spodziewałem się aż tak złych wyników. Testy spalania w trasie przeprowadziłem w końcu w drodze powrotnej, na ustawieniu pracy napędu na eco. Przy 140 km/h spalanie wyniosło 10,5 l/100. Przy 130 km/h – 9,5, przy 120 – 8,5, przy 110 – 8, w końcu przy 90 km/h spadło do 7 l/100. Niestety w aucie, w którym 100 km/h wygląda jak 50 km/h, bardzo ponuro jedzie się 90 km/h, zwłaszcza na autostradzie. Zresztą, czym ja się przejmuję, jak ktoś ma do wydania 400 000 zł na auto, nie będzie martwił się spalaniem. Jak rozumiem, ten konkretny typ silnika został użyty głównie z powodu chęci utrzymania sensownego zasięgu auta. Benzyniak wymagałby zapewne przystanku na tankowanie co 300-400 km.

Podsumowanie

Mam mieszane uczucia względem tego samochodu. Z jednej strony Mercedesowi udało się osiągnąć coś, co można nazwać kompromisem przeciwnym. GLE jest niezbyt przystojny, pali jak smok, nie zapewnia frajdy z jazdy, jest drogi, ale nienadzwyczajnie wyposażony i mniej pakowny niż wynikałoby to z wymiarów.

Jego największą zaletą jest fakt, że zapewnia wygodny i niezależny od wszystkiego transport z punktu A do punktu B. Spokojny, szybki, komfortowy i bezstresowy transport. I, według przedstawiciela Mercedesa, który odbierał ode mnie auto, taki właśnie jest cel tego samochodu. Tak więc, jeśli zamiast rozważać przysłowie „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”, wolicie auto, które wygodnie, szybko i bezpiecznie dotrze wszędzie, to Mercedes GLE SUB 350d 4MATIC jest właśnie dla Was. Ja chcąc wydać taką kasę zdecydowałbym się raczej na Range Rover Sport 3.0 TDV6.

ZOBACZ TAKŻE