Mitsubushi ASX

INTENSE / 1.6 DID / 114 KM / 270 Nm / 4WD / 6MT / 97 990 zł

Jeżeli komputer spalania nie kłamie, ASX jest najlepszym nowym autem jakim jeździłem (a było ich jakieś 90 w ciągu ostatnich 2 lat), jeżeli chodzi o kompromis pomiędzy niedorzeczną dynamiką (no, jak na 114 KM), a równie niedorzecznym spalaniem – 3,6 litra w trasie.

TEST

PIOTR LISOWSKI

12 LIP 19:00

proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

Generalnie jazda ASX-em należy do tych przyjemnych. Auto zaskakująco sprawnie przyspiesza, sprawnie hamuje, dobrze trzyma się drogi, a zawieszenie pracuje komfortowo na wybojach. Ja wiem, ze trudno mówić o przyjemności z jazdy mając pod maską 1.6 diesel, ale ASX do codziennego użytkowania w mieście i na trasie jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę.

Dlatego jeżeli ktoś szuka auta, do którego zmieści całą rodzinę, które będzie ultra oszczędne i na tyle dynamiczne, by nie obgryzać paznokci przed wyprzedzaniem, nie musi szukać dalej. Jest też pewien problem pt. przeciętne wyposażenie (jak na 100 000 zł) i trochę archaiczny wygląd, np. w porównaniu z nowymi Renault, o Volvo, czy Lexusach już nie wspominając.

Silnik

Najlepszy punkt programu pt. Mitsubishi ASX 1.6 DID 4WD 6MT to 4 cylindrowy diesel o pojemności 1.6 litra i mocy 114 KM. Jest tak dynamiczny, że aż nie do końca wierzę w te wszystkie liczby. Zwłaszcza od momentu, kiedy Mitsubishi przyznało się do manipulowania spalaniem. Wprawdzie nie w Europie i nie w ASX, ale… Chodzi o to, że ASX zbiera się do wyprzedzania nieprawdopodobnie sprawnie jak na deklarowane 114 KM i 270 Nm od 1750 obr./min.

Podobała mi się też niewielka turbodziura, czyli czas mijający od wciśnięcia gazu do momentu pełnego przyspieszenia. To nie tak, że nie ma jej zupełnie, jest za to zupełnie nieirytująca. Wrażenie robiło też przyspieszenie przy wysokich prędkościach. Osiągnięcie 180 km/h to żaden problem, a po chwili na liczniku pojawi się nawet 190 km/h, co wykracza poza deklaracje producenta.

Spalanie

Najbardziej zadziwiające przy tym wszystkim jest spalanie. ASX nie jest najbardziej aerodynamiczny na świecie, ma też 1625 mm wysokości i waży 1420 kg, czyli nie tak mało. Tak czy inaczej nie jeździłem niczym bardziej oszczędnym, włączając w to Skodę Citigo/Fabia 1.0 benzyna 75 KM, Citroena C4 Cactus 1.6 diesel 100 KM, czy Peugeota 2008 1.2 benzyna 110 KM. Te dwa ostatnie uważałem dotąd za jedyne ultra oszczędne samochody, którymi da się w miarę bezstresowo wyprzedzać, dopóki nie wsiadłem do ASX.

Tymczasem w Mitsubishi ASX wykręcenie wyniku 3,6 litra w trasie nie stanowiło dla mnie większego problemu. Wystarczyło wyjechać w niedzielę w stronę Warszawy, gdzie jest tylko 1 pas ruchu w każdą stronę. Większość czasu przemieszczałem się 70-100 km/h, bo sznurek samochodów był tak długi, że wyprzedzanie i tak nie miało żadnego sensu.

Gdy na tempomacie ustawiłem równe 90 km/h i pokonałem tak 10 km po równej (w miarę) ekspresówce, wynik nie przekroczył 4 litrów. Przy 120 km/h robi się 5,5 litra, przy 160 km/h 8,3 litra. Co więcej, chyba nie ma sposobu żeby ASX spalił więcej niż 9,5 litra. Nawet jadąc z prędkością maksymalną. To w połączeniu ze zbiornikiem paliwa o pojemności 60 litrów pozwala robić w ASX naprawdę duże dystanse bez tankowania.

Zawieszenie

Bardzo fajnie, w sensie miękko, pracuje też zawieszenie. Z tego powodu w ASX dosyć przyjemnie jeździ się po nierównych osiedlowych ulicach. Może nie aż tak miękko jak w moim rodzinnym faworycie (Peugeot 2008), ale za to Mitsubishi lepiej sprawdza się w trasie. W zakręty wchodzić można bardzo pewnie, nawet jeżeli droga jest niezbyt równa i trochę przekroczymy prędkość. Pod tym względem jazda Mitsubishi dawała mi tyle samo przyjemności co jazda Hondą, czyli odrobinę większą niż u konkurentów.

Napęd

Wypada też wspomnieć o napędzie 4x4, w co wyposażyć można tylko diesla. Sprowadza się to do obecności dużego, okrągłego przycisku obok hamulca ręcznego. Standardowo auto jeździ w trybie napędu na przód. Jeżdżąc po asfalcie w lecie korzystanie z trybu 4x4 nie ma większego sensu. Ale wjechałem nawet w coś na kształt terenu. Tyle że nawet tam ASX jechał bezproblemowo z napędem a przednie koła. Dla mnie kupowanie auta do miasta z napędem 4x4 jest trochę dziwnym pomysłem. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnie zimy.

Z zewnątrz

Jeżeli porównać Mitsubishi ASX z poprzednikiem, czyli modelem Space Runner II, który jest bliskim krewnym Multipli, trzeba przyznać że ASX wygląda dobrze. A w takim odniesieniu wręcz rewelacyjnie. Jest tu atrapa chłodnicy i reflektory, które kojarzą się chyba wszystkim z Lancerem Evo X. Choć od premiery minęło już trochę czasu, patent ciągle bardzo mi się podoba.

Problem polega na tym, że podczas gdy nawet Renault i Volvo produkują już auta wyglądające jak statki Enterprise, ASX w dieslu i w jedynym dostępnym, dosyć skromnym wyposażeniu Invite, wciąż wygląda trochę jak pojazd sprzed 5 lat. Z przodu zamontowano światła halogenowe, a te do jazdy dziennej to również halogeny, czego już się raczej nie spotyka. Z tyłu są wprawdzie LED-y, ale bardzo oszczędne w wyglądzie. Nowoczesnego wydźwięku nie dodają też miniaturowe, w porównaniu do wysokości opon, 16 calowe felgi.

Wnętrze

Nie ma ekranu LCD w konsoli centralnej, a więc brak kamery cofania, nie wspominając już o dachu panoramicznym. Do tego dochodzi gigantyczny drążek zmiany biegów. Nie widziałem nic większego od czasów jazdy Daewoo Lublin. Na szczęście jego skok nie jest jakoś dramatycznie duży, więc poza kwestią wizualną, nie zaburza on bardzo pozytywnych wrażeń z prowadzenia.

Poza tym w środku czuć oszczędność. Nie, żeby to mi jakoś przeszkadzało, ale znajdą się osoby które będą miały z tym problem. Właściciel tego auta będzie się czuł bardzo komfortowo. Problem polega na tym, przynajmniej dla niektórych, że wnętrze ASX nie zrobi wrażenia na sąsiedzie. Po części wynika to z faktu, że wersja diesel z napędem 4x4 wystepuje tylko w dosyć prostym wyposażeniu. Jeżeli ktoś chce naprawdę bogate wyposażenie, musi zdecydować się na wolnossący silnik 1.6 benzyna 117 KM 154 Nm.

Wyposażenie

Czytam właśnie spis wyposażenia wersji Invite no i mamy tam takie smaczki jak... przednie reflektory przeciwmgielne ze srebrnym obramowaniem. Niby jest wszystko co konieczne, ale nic więcej. Są światła do jazdy dziennej, ale ze zwykłą żarówką. Jest czujnik parkowania, ale nie ma kamery. Jest gniazdo USB, ale nie ma Bluetooth. Są automatyczne wycieraczki które, co ciekawe działają jak trzeba, czyli niemal zawsze adekwatnie do opadów. A to nie jest reguła w automatycznych wycieraczkach.

Co innego gdy zdecydujemy się na wersję benzynową, bo wtedy można zdecydować się na wyposażenie Intense Plus. Dzięki temu auto z zewnątrz zyska dużo ładniejsze, 18 calowe felgi, ksenony, LEDy do jazdy dziennej, kierunkowskazy w lusterkach, przyciemniane szyby, ekran dotykowy, kamerę cofania i wreszcie – Bluetooth.

Dla najbardziej wymagających jest też wersja Instyle. Znajdziemy tam dodatkowo panoramiczny dach z LED-owym podświetleniem, skórzaną tapicerkę, elektrycznie regulowany fotel i 9 głosnikowy zestaw audio od amarykańskiej firmy Rockford Fosgate.

Wady

Na liście wyposażenia tej wersji wyposażenia jest coś, co nazywa się „pakiet wyciszenia wnętrza". Warto o tym wspomnieć, bo we wnętrzu ASX wcale nie jest tak cicho. Silnik przy gazie w podłodze i wysokich obrotach pracuje głośno. Do tego przy prędkościach 140+ zaczyna być głośno w kabinie z powodu wiatru, a powyżej 160 km/h można zapomnieć o swobodnej komunikacji pierwszego i drugiego rzędu siedzeń. Humoru nie poprawiła mi też obecność tylko jednego gniazda USB. Każdy ma teraz telefon ładowany przez USB. Więc gdy wybierzesz się w długą trasę w 4 osoby na pokładzie, po kilku godzinach pojawi się problem.

Ceny

Mitsubishi ASX 2015 z silnikiem diesla w jedynym dostępnym wyposażeniu Invite kosztuje 97 990 zł. I to tylko czasowo, gdy ktoś załapie się na promocję, bo standardowa cena to 102 990 zł. Dlatego dużo rozsądniejszym rozwiązaniem wydaje się być kupienie wersji benzynowej 1.6 tylko z napędem na przód. Wtedy za najbardziej wypasioną wersję Instyle, z ekranami dotykowymi, LED-ami i oknem dachowym wystarczy zapłacić 90 990 zł. Będziemy jednak pozbawieni połowy momentu obrotowego w porównaniu do Diesla (154 zamiast 270 Nm), który dodaje jednak trochę spokoju przy wyprzedzaniu.

ZOBACZ TAKŻE