proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

Lexus Driving Emotions 2016
czyli jazda 477 konnym GS-F po Torze Poznań

Zanim sam siadłem za kierownicą GS-F, z butów wyrwał mnie przejazd ze Stigiem, czyli z Benem Collinsem. Po części dlatego, że przez większość zakrętów Toru Poznań wolał jechać bokiem. A po części pewnie też dlatego, że obejrzałem sporo odcinków Top Geara, widziałem też Quantum of Solace oraz Skyfall, byłem więc nieźle zestresowany faktem, że siedzę obok kogoś, kto brał w tym wszystkim udział.

TEST

PIOTR LISOWSKI

7 MAJ 12:50

No to tak. Miałem okazję być na Lexus Driving Emotions 2016. I choć nie bywam zbyt często na tego typu imprezach, na kilka jednak wpadłem i mniej więcej wiedziałem do czego się to sprowadza. Przed wyjazdem do Poznania spodziewałem się więc dosyć nudnej prezentacji i kilku godzin jazdy w okolicach miasta. Do tego zwykle jest tam nieprzyzwoicie dużo ludzi w garniturach, co też nie czyni spotkania bardziej atrakcyjnym.

Czasami wszystko odbywa się w połączeniu z dziwnymi konkursami dla dziennikarzy, zwykle mocno przekraczającymi jakiś wewnętrzny próg niezręczności. Raz na czas trafia się też druga opcja, ta wyżej oceniania, z nieformalną kolacją, gdzie można nieco wypić i podrążyć równie podchmielonych rozmówców niekończącym się tematem pt. o co w tej całej branży motoryzacyjnej chodzi.

Tymczasem Lexus zorganizował imprezę bez nieformalnej kolacji na koniec i był to jak dotąd najlepszy mój wyjazd od 2 lat. W ciągu kilku godzin dowiedziałem się, że jak się skupie i mam obok dobrego pomagiera, czyli pilota znającego Tor Poznań jak własną kieszeń, jestem w stanie wykręcić tam całkiem dobry czas. Trzeba mieć też dobre auto. W tym przypadku nie było problemu, bo siedziałem w Lexusie GS-F z 5 litrowym, wolnossącym V8 o mocy 477 KM z napędem na tył.

W ogóle cały przejazd za kółkiem GS-F jest nie do opisania. Jechałem z jakimiś niedorzecznymi prędkościami, podczas gdy pan obok najczęściej krzyczał wniebogłosy „hamulec w podłogę!” na zmianę z „bomba, bomba, bomba!!!”, kiedy wychodziłem z zakrętów. W życiu w taki sposób nie zdarzyło mi się prowadzić samochodu. Jeżeli bym jechał bez tego człowieka, podejrzewam że hamowałbym przed zakrętem 3x wcześniej niż to konieczne, albo wjeżdżał w niego stanowczo za szybko.

Koniec końców tor przejechałem raz za kółkiem GS450h i cztery razy siedząc w GS-F. Udało mi się wykręcić czas 1m 43s, przy czym Stig zrobił to w 1m 36s. Rekord toru wynosi 1m 24,4s i został pobity w Mercedesie klasy C w wersji DTM, czyli takiej przygotowanej do najważniejszej serii wyścigów w NIemczech – Deutsche Tourenwagen Masters.

Poza tym przejechałem się po kilku stromych podjazdach Lexusem RX450h, gigantycznym miejskim SUV-em. Czyli takim autem, z jakich wszyscy się śmieją, że nie radzą sobie w terenie. Tymczasem zrobiłem nim kilka tak stromych podjazdów, że znowu gdyby nie instruktor obok, w życiu bym czegoś takiego nie zaryzykował, obawiając się natychmiastowego zawieszenia podwoziem, albo przewrotki. Tymczasem przejazd poszedł gładko.

Miałem też okazję porównać jak jeździ RC200t i RC300h po torze kartingowym, co miało udowodnić że hybryda wcale nie jest taka słaba, ale to już miałem okazję sprawdzić dużo wcześniej. Z wyników wynikało, że zazwyczaj wygrywała wersja turbo, ale kilka razy hybryda znalazła się na czele.

Lexusy GS-F i GS 450h przygotowane do wjazdu na tor

LEXUS GS-F, czyli wolnossące 5.0 v8, 477 KM, 530 Nm i 100 km/h w 4,6 sekindy

Wyścig Bena CollinsA i Klaudii Podkalickiej w Lexusach RC-F, czyli ten sam silnik co w GS-F w mniejszym opakowaniu

Próba off-road, czyli miejski SUV RX 450h radzi sobie w terenie zaskakująco dobrze

A to zdalnie sterowany NX 200t, którym sterowało się z tej metalowej wierzy w tle

System sterujący hamulcem i kierownicą

TAk to wyglądało z góry

Ben Collins opowiada o tym, że GS-F mimo rozmiarów to całkiem fajne auto na jazdę po torze

ZOBACZ TAKŻE