Chińczycy uratowali tyłek Volvo, a Szwedzi ładnie się za ową pomoc odwdzięczają. XC90 jest świetne. Piękne i świeże z zewnątrz, a i przestronne i solidne w środku. Trochę tylko szkoda, że Szwedzi poddali się ekoterrorowi i nie oferują już XC90 z silnikiem V8.

volvo xc90 t6

AWD / 320 KM / 400 nm

TEST

WOJTEK OLSZEWSKI

25 MAR 19:00

proszę, wyłącz adblocka
reklamy na leftlane.pl nie zasłonią ci żadnych treści,
nie będą też same z siebie wydawały dźwięków

Volvo z chińskimi Juanami w kieszeni przeżywa rozkwit i sukcesywnie odświeża swoje modelowe portfolio, a autem od którego ta cała ofensywa się rozpoczęła jest największy ze szwedzkiej familii model XC90. Można by rzec lepiej późno niż wcale, bo flagowy SUV z Göteborga poza liftem, produkowany był niezmiennie od 2002 roku. Dlaczego Szwedzi tak długo zwlekali
z następcą, podczas gdy BMW, czy VW w najlepsze zalewały rynek kolejnymi generacjami X5
i Touarega?

Odpowiedź jest prosta – bo klepali biedę. Solidny zastrzyk finansowy od Chińczyków dostali dopiero w 2010 roku i to był przełom w historii szwedzkiej marki. Volvo podniosło się z kolan
i rozpoczęły się prace nad najpopularniejszym modelem z gamy i swoistym pewniakiem, bo co jak nie SUV? Prace nad nowym XC90 pochłonęły w przeliczeniu 30 MILIARDÓW złotych, ale
w wyniku tej kosmicznej inwestycji otrzymaliśmy zupełnie nowy produkt, który nie ma nic wspólnego z poprzednikiem.
To także duuuży powiew świeżości w opanowanym przez Niemców segmencie pełnowymiarowych SUV’ów.

Nadwozie

Czyż nie jest piękne? Volvo wraz ze zmianą kierunku stylistycznego zyskało nowe, minimalistyczne ja, które robi niesamowite wrażenie. Jest nowoczesne i eleganckie, a przy tym niczego i nikogo nie kopiuje. Nawet logo zostało delikatnie przemodelowane. Reflektory to nowa konstrukcja, która w zamyśle Szwedów miała przypominać młot Thora - ulubionego nordyckiego Boga… i chyba osiągnęli zamierzony efekt. Za to światła tylne to nawiązanie i cecha charakterystyczna odziedziczona po poprzedniku. Surowe, charakterystyczne dla Szwedów linie nadwozia to coś, czego nie zobaczysz nigdzie indziej.

To jedyna w swoim rodzaju i niepodrabialna stylistyka. Minimal do granic możliwości. Porównując XC90 do konkurentów z Niemiec, z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że zjada ich z kopytami. Cayenne to brzydal bez polotu projektowany chyba na kolanie, do „urody” nowego Q7 też chyba jeszcze nie dojrzałem. A XC90 to chłodna, surowa elegancja i wyższy level designu.
W mojej, subiektywnej oczywiście opinii nowe XC90 to stylistyczne dzieło sztuki i świeże spojrzenie na projektowanie samochodów.

Wnętrze i wyposażenie

Już szybki rzut okiem wystarczy aby zorientować się, że XC90 to wielkie auto. W środku widać to chyba jeszcze bardziej. Volvo od zawsze rozpieszczało wygodnymi fotelami, nie inaczej jest w naszym egzemplarzu. W salonie dostaniesz do wyboru dwa rodzaje foteli: podstawowe, które doposażyć można w elektryczne sterowanie, wentylację i masaże których nie zaznasz w serii. Drugi rodzaj foteli „Contour” jest podobno jeszcze bardziej komfortowy, no i seryjnie wyposażony
w elektryczne sterowanie we wszystkich kierunkach świata, a do tego grzanie, wentylowanie i masaże – takie właśnie były na pokładzie naszej testówki. Ciekawostką jest tutaj ostatni, trzeci rząd siedzeń, który przystosowany został do wygodnego podróżowania osób o wzroście nawet 170cm. Tym autobusem na kółkach można zatem przewozić w komfortowych warunkach 6 dorosłych pasażerów, a stukając się łokciami w drugim rzędzie, nawet 7.

Deska rozdzielcza została wyczyszczona z nadmiaru przycisków, które znane są z poprzednich modeli Volvo. W centrum wielki tablet sterujący… wszystkim. Jeśli więc ręce Cię swędzą i lubisz coś sobie pokręcić i ponaciskać, to wnętrze XC90 nie trafi w Twe gusta. Na konsoli środkowej doliczyłem się 7 małych przycisków. To sterowanie systemem audio, którym oczywiście możesz też rządzić
z pozycji ekranu centralnego i system „Park anywhere”, czyli światła awaryjne.

Szczególną uwagę zwróciłem tu na włącznik silnika, który nie jest standardowym przyciskiem,
a wbudowaną „na stałe” aluminiową (a przynajmniej na taką wygląda) kostką, którą kręci się w obie strony, jak kluczykiem. Obok umiejscowiona została rolka służąca do wyboru jednego z pięciu trybów jazdy samochodu. Ciekawym rozwiązaniem wydaje się zastosowany tu system Sensus, który za pomocą dotykowego wyświetlacza o którym wspomniałem, ale też głosowo oferuje możliwość współpracy w chmurze z wieloma aplikacjami i usługami. Całość wspomagana jest przez aplikację Volvo On Call, pozwalającą na bezprzewodowy dostęp do podstawowych funkcji samochodu
i sterowanie nimi za pomocą smartfona.
Używając telefonu możesz zdalnie włączyć ogrzewanie, lub sprawdzić lokalizację swojego ukochanego samochodu, na przykład w razie, gdyby się gdzieś zapodział.

Ale to co mnie w tym samochodzie rozłożyło na łopatki najbardziej, to system audio! Jeszcze nigdy czegoś takiego nie słyszałem, a paroma autami z wyższej półki człowiek miał okazję się przejechać. W dużym uproszczeniu, Volvo zaprosiło do współpracy brytyjską firmę Bowers & Wilkins, której doświadczenia w obszarze nagłośnienia i akustyki, obejmują niemal 50 lat, w efekcie czego powstało dzieło idealne dla moich uszu. W kabinie znajduje się w sumie 19 głośników, a system uzupełnia dwunastokanałowy wzmacniacz HARMAN o mocy 1400 W. Słuchając tego zestawu czułem się bardziej jak na koncercie w Sali kongresowej niż w samochodzie. Doznania dźwiękowe płynące z samochodowych głośników osiągnęły dla mnie nowy poziom, dzięki Volvo!

 

Układ napędowy i wrażenia z jazdy

Testowany przez nas egzemplarz dumnie nosi na klapie plakietkę z oznaczeniem T6. Kiedyś to coś znaczyło, kiedyś to było coś! A dziś? Pod oznaczeniem T6 kryje się 4 cylindrowy, podwójnie doładowany benzyniak o pojemności 2.0 l. Dzięki turbinie i kompresorowi, z relatywnie małej pojemności Szwedzi wycisnęli 320 KM i 400 Nm. Wyżyłowany, doładowany silnik dźwięku nie ma żadnego, ale w połączeniu z ośmiobiegową, automatyczną skrzynią Geartronic  pozwala na rozbujanie tego ważącego niemal dwie tony (a dokładnie 1925 kg) okrętu na kołach do setki w 6,5 s.

Dynamice auta nie mam więc nic do zarzucenia, a i skrzynia jest ponadprzeciętnie inteligentna i potrafi doskonale dobrać bieg do sytuacji, zapewniając gładkie przyspieszenie niezależnie od obrotów. Wciskasz gaz, a XC90 przyspiesza i przyspiesza, a to auto z tych, w których nie czuć prędkości. To poza doskonałym wyciszeniem zasługa zawieszenia o zmiennej charakterystyce pracy. Idealna stabilność na zakrętach i pewne prowadzenie to zdecydowana domena testowanego Volvo. Samochód nie pływa, jest zwarty, a przy tym niweluje wszelkie nierówności nawierzchni. Ale tu akurat łaski nie robi, bo w rodzinnym SUV’ie to mus. Nikt by ich nie kupował, gdyby po każdym wjechaniu
w studzienkę dzieciakom wypadały aparaty na zęby.

Oczywiście, Volvo oferuje dostosowane do wymagań kierowcy tryby jazdy, a dokładnie 5 ustawień: Comfort, Eco, Dynamic, Off Road i ostatni indywidualny. Wybierając każdy z powyższych trybów zmienia się charakterystyka pracy silnika, skrzyni biegów, a w przypadku naszego egzemplarza
i pneumatycznego zawieszenia.

No dobra, powiedziałem już, że silnik o małej pojemności jest doładowany turbiną i kompresorem,
a co za tym idzie odwdzięcza się relatywnie wysokimi osiągami. A jak wygląda spalanie tej potencjalnie wysilonej jednostki? Producent mówi 7.7 l na 100 km. Nam w mieście wyżłopał 15 l i chyba ten wynik jest bardziej prawdopodobny. Nadmienić tutaj muszę, że XC90 stać i na oszczędną jazdę: 8-8,5 l /100 km to wynik osiągalny w trybie eco. Rezultat doskonały, ale nie ukrywam, że takie osiągnięcie przypłacisz morderczymi wysiłkami. Coś za coś.

 

Podsumowanie

Chińczycy uratowali tyłek Volvo, a Szwedzi ładnie się za ową pomoc odwdzięczają. XC90 jest świetne, jest piękne i świeże z zewnątrz, a i przestronne oraz mega solidne w środku. Trochę szkoda, że Szwedzi poddali się ekoterrorowi i nie oferują już XC90 z silnikiem V8. Ba, nie mają już
w ofercie nawet silników sześciocylindrowych. Z drugiej strony po co, skoro mniejszy silnik oferuje takie same, albo i lepsze osiągi. XC90 poprzedniej generacji, z najmocniejszym V8 pod maską generowało 315 KM i 440 Nm, co owocowało przyspieszeniem do setki w czasie 7,3s.

Nowe 2 litry R4 mają 5 KM więcej i o 40Nm niższy moment obrotowy, a rozpędzają się do setki prawie sekundę szybciej. W motoryzacji to wcale niemało. Do tego ze spalaniem V8 w trybie mieszanym nie dało się zejść poniżej 15 l, a w nowej jednostce? Osiągnąć można nawet mniej niż 10l.
Wydawać by się więc mogło, że nowe silniki są oszczędne, a przy tym mocne i szybkie, więc co się czepiam. To prawda, ale pod dużym znakiem zapytania stoi ich trwałość.
Za wcześnie jeszcze, żeby stawiać diagnozy i strzępić język na ich korzyść lub na odwrót. Poczekamy, zobaczymy. Póki co wypowiedzieć się mogę o tym co jest tu i teraz. A jest cicho, dynamicznie
i ekonomicznie. Czego chcieć więcej?
Ten silnik łączy w sobie same zalety, co w połączeniu
z napędem na cztery koła, atrakcyjnym wyglądem i przestronnym, siedmioosobowym (w opcji) wnętrzem czyni go samochodem idealnym do jazdy na co dzień i w dalekie trasy.

Jaką kasę zostawisz w salonie, zanim wyjedziesz z niego nowym XC90? 281 700zł za wersję podstawową, ale z takim silnikiem, jak przez nas wałkowany. Za identyczny egzemplarz jak testowany, 7-osobowy, z systemem Premium Sound, pneumatycznym zawieszeniem, wypasionymi fotelami
i z kupą innych dodatków na pokładzie zapłacisz już 431 000zł.

ZOBACZ TAKŻE